Prezydent wszedł w nocy do TK. Prof. Matczak: Jak przywódca bandy kiboli
Matczak zarzucił prezydentowi hipokryzję i agresywne zachowanie wobec sędziów. "Mamy prezydenta, który ma coraz większe trudności w opanowaniu swojej fizycznej agresji" – napisał na platformie X.
Matczak o zachowaniu Nawrockiego przed TK
Profesor odniósł się do nocnego wejścia prezydenta do siedziby Trybunału Konstytucyjnego i incydentu z udziałem sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej. "W świat poszły obrazki równie bulwersujące jak zdjęcia policyjnych hełmów otaczających sąd – Nawrocki przepychający brutalnie sędzię Korwin-Piotrowską, zaciśnięte zęby i pięści, a potem jakiś człowiek w dresie przepytujący sędziów TK" – stwierdził Matczak.
Według relacji Macieja Berka prezydent miał "z impetem" wpaść na stojącą przed wejściem sędzię, a następnie przepychać się przez grupę pozostałych sędziów. Berek zaprzeczył jednocześnie, by ktokolwiek szarpał prezydenta.
W październiku mówił o "zamachu stanu"
W połowie października prof. Matczak oskarżył już Karola Nawrockiego o dokonywanie zamachu stanu. Chodziło odmowę przyjęcia ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego. "To PiS zniszczył ten Trybunał, prezydent Nawrocki kontynuuje to zniszczenie i to on dokonuje zamachu stanu. Ja to mówię z pełną odpowiedzialnością" – powiedział.
Matczak przekonywał wówczas, że prezydent nie ma konstytucyjnych kompetencji do decydowania o tym, kto może zostać sędzią TK. Z kolei szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki powoływał się na opinie prof. Ryszarda Piotrowskiego i prof. Jacka Zaleśnego, wskazujące na konieczność weryfikacji prawidłowości wyboru sędziego przed przyjęciem ślubowania.
"Ten precedens zemści się na polskiej demokracji"
W sobotnim wpisie Matczak skrytykował także siłowe działania wokół Trybunału. Jego zdaniem użycie policji do przejęcia kontroli nad TK stworzy precedens, z którego mogą skorzystać kolejne rządy. "Ten precedens zemści się na polskiej demokracji okrutnie" – napisał.
Profesor ocenił również, że wydarzenia przed Trybunałem mogą pogrzebać tę instytucję i kwestię praworządności "na co najmniej dwie dekady".